...podróż z przygodami

Wybrałem się ostatnio (26.01.2007) w podróż. Taką krótką, jednodniową, około 20 godzin i jakieś 1.000 km. Musiałem coś załatwić w okolicy Trento. Ładne miejsce prawda ?
Ale oczywiście jak to często bywa, po ulokowaniu się wygodnie w pociągu, człowiek lubi złapać drzemkę. Zwykła rzecz, późno bo około drugiej w nocy, do tego na zewnątrz dość chłodno, a w pociągu cieplutko, nawet odrobinę za ciepło. No i stało się.
Zamiast wysiąść w Bologna... obudziłem się około czwartej nad ranem, ślicznie - pomyślałem. Powinienem właśnie w tej chwili siedzieć w pociągu relacji Bologna-Trento, a ja jechałem gdzieś jeszcze. Dokładnie nie wiedziałem gdzie.
Zapytałem gdzie jesteśmy mniej więcej. Na co kobieta, odpowiedziała pytaniem:
- A gdzie powinieneś wysiąść ?
- Bologna.
- Minęliśmy już ją, jakieś półtorej godziny temu.
- No to ślicznie.
- A co śię stało ? - Zapytała znów kobieta.
- Przysnąłem troszkę. - Odpowiedziałem z uśmiechem i nie skrywaną złością na samego siebie.
- Hai tutto ?
- Si, credo di si.
- Sprawdź, czy oby na pewno. Wiesz, teraz kręci się wielu takich, którzy korzystając z okazji bogacą się na śpiących pasażerach.
Sprawdziłem, miałem wszystko. Nikt się na mnie nie wzbogacił. Jakie to szczęście, pomyślałem. Ale problem pozostał.
- Do jakiej stacji się zbliżamy ?
- Padova. - Odpowiedziała kobieta.
Teraz znalazłem się w tym ślicznym mieście przez zupełny przypadek.
Na zwiedzanie było trzoszkę za wcześnie, tuż po czwartej nad ranem zwiedza się raczej mało przyjemnie. Ciemno, do tego jeszcze chłodno, około 0 stopni. A ja miałem się przecież znaleźć w Trento.
Co robić ? Wracać do Bologna ? Trochę szkoda czasu na takie ryzykowne dość decyzje. Padło na Bassano dell Grappa. 0 6:19 miałem mieć autobus, ale nie byłem pewien czy z w/w Bassano dotrę szybko do Trento. Wybrałem więc inną opcję.
Trzeba dostać się do Verona.
Pociąg odjeżdżał prawie w tym samym czasie co autobus do Bassano, więc spokojnie zaczekałem te kilka minut i wsiadłem do pociągu. Po około godzinie cieszyłem się już pobytem w Verona :) ale oczywiście musiałem nadal dostać się do Trento.Wszystko ślicznie, pociąg będzie za 50 minut, szlag by to. Obliczyłem, że straciłem w sumie około dwóch godzin przes tę moją drzemkę. Ale dobrze jest, nie jest jeszcze tak późno, żebym się spóźnił. Dam radę.
Wsiadam w pociąg do Verona. Dojeżdżam na miejsce. Uff, nareszcie jestem w Trento. Teraz tylko koleją podmiejską/prywatną dostać się do Cles.
Wsiadam do kolejki podmiejskiej/prywatnej i ruszam w drogę. Ostatni odcinek do celu. Cles.Bardzo przyjemnie się jedzie. Za oknem prawie jak w Polsce. Sypie śnieg, biało, słowem zimowo. Po około godzinie docieram na miejsce. Szukam człowieka, z którym miałem się spotkać. Jak mam go rozpoznać, jeśli nawet nigdy go nie widziałem ? Okazuje się, że On mnie rozpoznał, jestem podobny do mojego brata, który pracował tu w zeszłym roku, więc nie miał wielkich problemów. Zresztą, jeśli ktoś rozgląda się, rzuca się w oczy :)
Jest, zaprasza mnie do baru. Jest coś w okolicy jedenastej trzydzieści.
Pyta czy chcę może kawy. Jasne, bardzo mi się przyda coś na pobudkę, zwłaszcza po takiej podróży. Siadam, popijam kawę, trzy, cztery łyki i po kawie, ale działanie jest natychmiastowe.
Rozmawiają między sobą, znam włoski, ale ni czorta nie mogę zrozumieć. Rozmawiają w dialekcie. Rozpoznaję jedynie kilka słów na dziesięć, piętnaście wypowiedzianych. Boziu, jak oni tu mieszają włoski z niemieckim i do tego jeszcze ten dziwny akcent z wyciąganiem końcówki słowa w wyższe tony. Nie mogę powstrzymać się od uśmiechu. W zasadzie uśmiecham się przez cały czas gdy coś mówią. Nawet jeśli rozmawiają ze mną po włosku, dziwny akcent pozostaje. A mnie pozostaje uśmiech :)
Dobra, załatwione. czas wracać do domu.
Do Firenze.
W drodze powrotnej do Frenze dosiada się do przedziału dwoje ludzi. Zaczynamy o czymś rozmawiać.Okazuje się, że mamy wiele wspólnego. Szczerą niechęć do rządu i do kościoła, który strasznie stara się udzielać w rządzie. Mimo, że mówimy o Włoszech i Polsce, to niejednokrotnie mam wrażenie, że mówimy o jednym państwie.
Podróż mija bardzo przyjemnie. Wysiadam na dworcu Firenze Santa Maria Novella. Uffa, nareszcie w domu. Jak miło odetchnąć z ulgą, że to już u siebie się jest.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz